O rozmiarze tragedii która zdarzyła się pod Smoleńskiem nikogo nie trzeba przekonywać. Ktoś w relacji telewizyjnej powiedział, że teraz już nic nie będzie jak dawniej. I nie zgadzam się z tym poglądem: oczywiście, że będzie. Śmierć tych osób nie pociągnie za sobą żadnych zmian, żadnych rozważań i przemyśleń.
Gdy zdarzyła się ta straszna - bądź co bądź - sytuacja, jechałem samochodem do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów miejscowości na wschodzie Polski. W samochodzie nasłuchuje jedynie CB radia, i z tego źródła mam tą informację. Chciałem zadzwonić do kogokolwiek, jednak telefony milczały. Po chwili nie mogłem wykonać żadnego połączenia.
W swojej książce telefonicznej mam zdobyty kiedyś numer telefonu komórkowego należący do byłego Prezydenta. Bałem się na niego zadzwonić. Gdy dojechałem do miejsca przeznaczenia od razu moje kroki skierowałem do telewizora. Już wtedy komunikaty na CB podawały, że najprawdopodobniej nikt nie przeżył. W duchu wyszeptałem "Wieczny odpoczynek", zadzwoniłem do mojej pracy, czy w związku z tą tragedią nie jestem potrzebny, i przeszedłem do swoich zadań zaplanowanych na ten dzień. Jednocześnie myśl moja cały czas była "tam". W Smoleńsku.
Kilka dni przed tragedią czytałem artykuł o naszej podniebnej flocie. I zapadła mi w pamięci liczba 90 osób na pokładzie prezydenckiego 'tutka'. Skąd zatem wzięły się te 130 osoby podawane za rosyjskimi agencjami? Początkowa myśl - Rosjanie coś kręcą. Przed oczami miałem katastroficzne wizje, jednak rozsądek podpowiadał mi - pomyśl jeszcze raz.
Po chwili wróciłem przed telewizor, widziałem Piotra Kraśko rozmawiającego po rosyjsku z jakimś wojskowym. Przepychanki. Myślę: nie jest dobrze. Po powrocie do mojego miasta udałem się do Kościoła, aby pomodlić się za dusze tragicznie zmarłych, choć media podawały: "poległych". I znowu pytanie: dlaczego to słowo. Przecież jest ono zarezerwowane dla tych, którzy polegli w działaniach wojennych. Nie dawało mi to spokoju.
Jednak już wtedy, po opublikowaniu wstępnej listy z wymienionymi pasażerami, nagle poczułem pewien niepokój. Przecież teraz Platforma ma pełne pole do popisu. Zobaczymy, co pokażą. Poczekajmy kilka dni.
I pokazali. Mimo, że ciało prezydenta jeszcze spoczywało na obcej ziemi, zaczęły się dziennikarskie spekulacje, kiedy urząd Prezydenta zostanie obsadzony. Kiedy zostaną ogłoszone wybory. Kto wystartuje. W telewizji zaczęto puszczać ckliwe filmiki z Parą Prezydencką. Nagle zaczęto w TV puszczać wartościowe filmy, teatr telewizji który dało się oglądać. Ludzie zaczęli pojawiać się tłumniej w kościołach. A przecież przed tygodniem nie było ich tak wiele, w najważniejsze dla Katolików święta Wielkiej Nocy.
W dniu wczorajszym obejrzałem
materiał mówiący o naszej flocie, wywiad z p. Tomaszem Hypkim. Faceta nie znałem wcześniej, bo samoloty szybujące po moim niebie były dla mnie ostatnim zmartwieniem. Polecam zapoznanie się z tym materiałem.
Nastały radykalne czasy. Dlatego potrzeba radykalnych działań. Według mnie (i zapewne w mniemaniu wielu tysięcy naszych rodaków) rządzący którzy nie potrafią się dogadać w imię dobra naszej Ojczyzny powinni poddać się dymisji. Mowa tutaj nie tylko o Rządzie, ale o Sejmie i Senacie. W ich miejsce powinniśmy wybrać osoby których naczelnym dobrem powinno być dobro Rzeczypospolitej a nie interesy własnej partii.