... czyli witamy w Eurokołchozie. Gdzie wszystko jest inne, fajniejsze, niebo jest bardziej niebieskie i krowy daja bielsze mleko. Oczywiście te dzikie.
O pewnych sprawach lubię gdy mówi się w sposób prosty i bezpośredni, a nie owija w dziwną otoczkę z bawełny. W dniu dzisiejszym rękami naszych (czy aby na pewno? naszych) [p]osłów została przyjęta ustawa która wyraża zgodę Narodu polskiego na przyjęcie europejskich cudów.
Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa jest takie. Dlaczego więc (skoro jest to aż takie dobre) nie pozwolono Polakom wypowiedzieć się w tej sprawie? Wszak jak czytamy w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Art. 4 ust 1):

Co chciano ukryć, o czym nie powiedzieć? Pierwszym nasuwającym mi się pomysłem jest chęć ukrycia tego,
czym chce być Unia Europejska. A więc nie stworzenie klasycznej Unii, czyli związku dwóch (lub więcej) jednostek przynoszący im wymierne korzyści, z zapewnieniem integralności i niezawisłości wchodzących w jego skład jednostek, a nowego tworu, który w imię jakiś bliżej niezidentyfikowanych korzyści, o których nikt nie mówił w momencie tworzenia się owej wspólnoty.Wiadomo, że nikt by się nie pchał w coś co korzyści nie przynosi, lub co zmienia zasady gry w trakcie, lub nie o wszystkich zasadach informuje członków w momencie wstępowania.
Zatem zastanówmy się, jakież to korzyści mamy z członkostwa w UE?
Mamy otwarcie granic i rynków pracy dla naszych rodaków (którzy i tak by tą pracę dostali, ze względu na wysokie kwalifikację, o których to dziś z taką dumą rozpisuje się polskojęzyczna prasa). Ale za to sami mamy problem z wykwalifikowaną kadrą. Jednak w imię kilku funtów więcej w naszym kraju pojawia się nowy problem - syndromu sierot emigracyjnych.
Kolejnym plusem który wydawałoby się, że mamy dzięki połączeniu się z Unią są tablice przy drogach i na budynkach, świadczące u udziale tejże w budowie czy odbudowie tych miejsc. I ok. Jednak nie widziałem podanych do publicznych wiadomości faktów, tabelek czy innych wyliczeń mówiących o tym, ile z tych złotówek które "unia dała" sami wnieśliśmy do budżetu w postaci składki. Z drugiej zaś strony, ci którzy mieli doczynienia z tymże motłochem wiedzą, jakaż to droga przez mękę jest, aby te pieniądze uzyskać. Nieważne, interesują mnie tabelki i faktyczny udział polskich pieniędzy w unijnych dotacjach.
Dalej, mówi się, że dobrodziejstwem jakie można wynieść z członkostwa w UE jest (podobno) łatwiejszy dostęp zagranicznych inwestorów, ale o tym jak owi traktują polskich pracowników niech wypowiedzą się pracownicy tychże.zakładów. Chociażby pewnego producenta elektroniki, który wystawił fabrykę pod Wrocławiem, oczywiście na preferencyjnych warunkach, po czym nie widząc (z racji oferowanych płac) tłumów chętnych do pracy, zastanawiał się nad sprowadzeniem siły roboczej z kraju środka.
Unia unią, jednak inwestorów interesuje dostęp do taniego surowca i energii, pewnych preferencji w infrastrukturze i - nie ukrywajmy - w lokalnych opłatach i zwolnieniach podatkowych, dobrej (czytaj taniej), wykwalifikowanej siły roboczej oraz dobre zaplecze logistyczne; a nie przynależność polityczna tego czy innego człowieka który z nimi podpisze umowę. Więc to wcale nie zaleta Unii a chłodna kalkulacja inwestorów, którym proponuje się dogodne warunki, co skutkuje inwestycjami. O ile z pierwszymi postulatami wymienionymi w tym akapicie jesteśmy za pan brat, to logistycznie leżymy i kwiczymy. W tym też miała rzekomo pomóc Unia, ale jak widać dotychczas przez kilka lat, poza wyremontowaniem kilku tysięcy dróg wojewódzkich autostrady powstają w tysiącach... centymetrów. Oczywiście każde otwarcie kolejnego odcinka autostrady równa się wielka impreza.
Więc i o tych inwestycjach można by deliberować godzinami. Jak to z drogi która miała być dostosowana do "standardów UE" - czytaj wmawiano nam że ma być przynajmniej czteropasmową - stworzono drogę o nieco lepszej nawierzchni, po czym obwarowano ją ograniczeniami prędkości do 70 km/h, wraz z zainstalowanymi co 10 kilometrów fotoradarami, pilnie strzeżącymi tychże obwarowań. Faktycznie, przyspieszenie logistyczne, że aż strach.
Więcej postulatów "za" Unią nie widzę, a i te przeze mnie wymienione są grubo naciągane. Jednak teraz chciałem trochę argumentów "przeciw".
Co parę tysięcy lat powstaje próba zjednoczenia (czytaj podbicia) innych ludów oraz stworzenia wielkiego jednolitego molochu, podporządkowanej jednej osobie, czy też grupie wpływowych osób. Z ostatnich "dziejów" mieliśmy próbę stworzenia Imperium Rzymskiego, mieliśmy próbę podjętą przez III Rzeszę, oraz przez Międzynarodówkę Komunistyczną. Jak wiadomo, te wszystkie próby zostały w miarę szybko unicestwione, jednak pochłonęły miliony ofiar. Czy to niewolników rzymskich, których tysiące ginęły w igrzyskach "ku chwale boskiego cezara", czy też - w trosce o czystość rasy - płonęły w krematoriach, lub też za swoje pochodzenie były likwidowane przez agentów bezpieki.
Próba utworzenia superpaństwa o nazwie Unia Europejska kierowana jest zupełnie innym mechanizmem. Nie zniewalać, a dawać poczucie wolności. Dziwnej i specyficznej.
To właśnie w Unii Europejskiej można mówić, że dwóch panów to rodzina, a rodzina to tylko partnerstwo. To właśnie w Unii Europejskiej można mówić o wolności wyboru kobiety, nie pytając się o wybór noszonego w łonie dziecka. To właśnie w Unii Europejskiej można być i głosić swój ateizm i nienawiść do wszystkiego co "klerykalne" natomiast religijność należy zostawić w domu. To w Unii Europejskiej nie można dyskryminować ludzi pod względem płci, czyli daję to furtkę do otwartego sporu Kościół - UE. Nie chcecie kobiet - kapłanek - w ramach Kościoła Rzymsko - Katolickiego? No to macie przechlapane. W imię wolności ogranicza się różne głosy sprzeciwu, czy też będące wołaniem o normalność i opamiętanie. Wreszcie to w ramach Unii Europejskiej można prosić o tak zwaną "godną śmierć:, odbierając sobie łaskę uzdrowienia.