W
poprzednim artykule opisałem dziwne zjawisko polskich ulic jakim jest ruch feministyczny.
Ostatnio w telewizji publicznej "leciał" bardzo ciekawy reportaż o jednym z krajów arabskich. Oglądając go byłem pełen podziwu dla tych Arabów, którzy godząc zasady Islamu z współczesnością robią ogromne fortuny przy jednoczesnym zachowaniu tożsamości. I nie zawsze ich fortuna wynika z petrodolarów, ale z umiejętnego wykorzystania swoich predyspozycji.
Jednak, żeby nie odbiegać od tematu kobiet "cycatych inaczej", wracam do dywagacji na temat "feminizm kontra religia".

Babochłop
Kilkukrotnie spotkałem się w swoim krótkim życiu z zarzutami środowisk lewicowo - feministycznych rzucające w kierunku Kościoła - zarówno tego hierarchicznego, "toruńskiego" jak i Powszechnego, oskarżenie o brak wyrozumiałości, czy (słowo wytrych wszelkich upadłych na umyśle)
tolerancji. Otóż, przytłoczone Kościołem i głoszonym przezeń patriarchatem feministki czują się przytłaczane i chcąc być jednocześnie Alfonsem i Omegą domagają się pierwszych ustępstw.
Kilkanaście (już chyba) lat temu udało im się wymóc pewne ustępstwa na kościele protestanckim (nie pamiętam na której dokładnie odnodze), i tam mamy "kapłanki" - zupełnie jak w ludach pogańskich. Doprowadziła ta decyzja do pewnych dyskusji w tychże kościołach, ale w imię jedynie słusznej tolerancji - dano sobie spokój. Często słyszy się również ze strony naszych ukochanych pań (które raczej widziały by się w roli pana), że gdyby Kościół Katolicki umożliwił piastowanie "urzędu" księdza kobiecie, wówczas ociepliłby stosunki między nimi a Kościołem. I dzięki Bogu, że na rzymskim tronie zasiadł papież o takich a nie innych przekonaniach i kręgosłupie moralnym. Daje nam to nadzieje na trwaniu w Jednej Wierze.

Feministki lubią różne śmiecące sposoby przekazywania swoich 'racji'
Feministki całego świata jednak dążą do wyswobadzania się i innych. Tyle, że z tymi innymi są chytre jak pewne zwierzaki. Biorą się za wyswobadzanie tych którzy co prawda nie do końca chcą, ale w imię tolerancji muszą. Jednak aby przekonać sie do słuszności Waszych postulatów i szczerości i oddaniu głoszonej idei mam dla naszych kochanych femizolów małą propozycje.
Są kraje, gdzie kobietom wolno prowadzić samochód tylko na pustyni. Są kręgi kulturowe, gdzie kobieta nie może samodzielnie wybrać męża. Są również takie zakątki świata, gdzie kobiety są mordowane za samo bycie kobietą. Dlaczego nie słychać Waszych protestów w tych krajach? Dlaczego nie słyszałem nigdy o przeprowadzonej reformie w Arabii Saudyjskiej polegającej na dopuszczeniu kobiety do prowadzenia pojazdu, możliwości wyboru swojej drogi życiowej czy dania szansy urodzenia córki?
Słyszy się jednak próby równania w dół, czyli zabójstw w imię wolności, przyzwolenia na 'inność' w imię (znowu słowa klucz) tolerancji, oraz chęci (i tylko chęci) brania sprawy w swoje ręce.
Muszę przyznać jednak, że sam stałbym się feministkiem, gdybym zobaczył informacje: "grupa feministek doprowadziła do uznania praw [jakiśtam] w [dowolny kraj rządzony Koranem]". Jednak całe szczęście dla Islamu w tych krajach istnieje coś takiego jak "policja religijna" (coś a'la średniowieczna inkwizycja). która wszelkie próby wystąpienia przeciwko nauce Proroka Mahometa rozwiązuje na placu wypełnionym ceramicznym postumentem.
Dlatego drogie feministki - zabierzcie się wyzwalać uciśnione kobiety Chin, Tybetu, krajów arabskich. Tam macie pole do popisu. I w międzyczasie można uznać przychylność świata.
Tylko uważąjcie, na "ceramicznym placu" w Rijad często ostrze miecza jest wznoszone ku górze...