Fajnie. Będą wybory. Tylko kto za to zapłaci?

Niestaty na te wybory nas nie stać. Okazuje się, że "posiadamy" około 35 mln. Maksymalny koszt to 88 mln złotych. Całe ta kwota zostanie wydana przez partię startujące w wyborach na wyborczą kiełbasą wyborczą.

I co dostaniemy w zamian za przyjemność oddania głosu?

  • pyski patrzące na nas z bilbordów (ci bardziej popularni politycy)
  • oblepione plakatami  przystanki, drzewa, ulice, słupy telegraficzne, psie budy
  • ulotki i listy w skrzynkach na listy
  • reklamy w radio, telewizji, internecie


Jak zwykle będzie zero konkretów, stek bzdur, kłamstw. Wzajemne oczernianie się przez polityków konkurujących o stołki ugrupowań. Wyciąganie brudów sprzed lat. Wmawianie wyborcom, iż to właśnie ja jestem ultra(ulubiona cecha danej grupy społecznej).

I tak politycy frakcji A będą wmawiać ludziom, iż są mega-katolikami. Politycy frakcji B - iż są komunistami z dziada-pradziada. Politycy frakcji C iż są chłopami z krwi i kości. Wszyscy (no może poza frakcją A) będą zabiegać o wpływy (i głosy) środowisk uznawanych za mniejszościowe, obiecując im złote góry i możliwość afiszowania się.

A tak na prawdę, ta cała zabawa w politykę będzie za nasze pieniądze. Tylko, że owe wolałbym wydać na litr czystej. Przynajmniej wiedziałbym po czym mam kaca. I to tego prawdziwego, a nie moralnego.