Dziś, w poniedziałek 22.06 pojechałem do Puław. I chyba byłem jedynym, który pokonał taki dystans (no dobra, pięćdziesiąt kilka kilometrów to żaden wyczyn w moim wykonaniu) aby posłuchać koncertu organowego w wykonaniu Profesora Romana Peruckiego. Mógłbym teraz napisać akapit który zawierałby życiorys Profesora, przytoczyć dokonania itp. Ale ja nie o tym. Bo mimo wielkiego dorobku, chciałem Wam zwrócić uwagę na coś innego. Zupełnie innego.
Ja pojechałem po to, aby posłuchać Muzyki przez duże "M". W pięćdziesięciokilku tysięcznych Puławach znalazło się raptem z 50 osób, które przyszły, aby posłuchać Pana Profesora. I byłem jednym z młodszych uczestników tego wydarzenia. Czy w tym mieście nie ma osób wrażliwych na sztukę?
Odnośnie samego koncertu - w dzisiejszym repertuarze znalazły się prawdziwe perełki, "IV Symfonie Organowa" Charlesa Marii Widora, Fantazja Chorałowa "Halleluja! Gott zu loben" op. 52/3 Maxa Regera oraz transkrypcję na organy utworu pochodzącego z Puław młodego kompozytora Antoniego Stolpego "Menuetto". Pomysłodawca i Dyrektor Artystyczny Festiwalu - lubelski Organmistrz i Organista - Pan Jerzy Kukla przytoczył życiorys tego młodego Puławianina (który żył w czasach bliskich F. Chopinowi), o istnieniu którego pewnie wielu Puławian pojęcia nie mieli. I teraz powoli przechodzę do meritum. Sam repertuar wymagał od słuchacza pewnego obeznania z literaturą organową aby wychwycić pewne niuanse samych utworów, jednak każdy z nich był poprzedzony odpowiednim wstępem, aby mniej "osłuchane ucho" mogło coś więcej wyciągnąć niż tylko: "za głośno grał".
I trochę retrospekcji. Gdy byłem w trakcie nauki w Liceum wraz ze znajomymi ze Szkoły chodziliśmy na odbywające się wówczas liczne koncerty - zarówno w świątyniach jak i w Filharmonii Lubelskiej. Czy przez jedno pokolenie aż tak zmieniło się nastawienie ludzi do Sztuki? A może to brak odpowiedniego medialnego nagłośnienia, promocji? Dlatego podjąłem dziś pewne postanowienia. 
Pierwsze z nich to stworzenie portalu który takie wydarzenia będzie promował. I przemycał tuż obok innych informacji z regionu. A drugi pomysł który z przyjemnością przekaże do realizacji kandydatowi na urząd Prezydenta Mojego Lublina (oraz innych miast, którzy uznają to za coś pożytecznego) jest coś, co roboczo nazwałem "Organista+". Polegałby on w skrócie na zatrudnienie w świątyniach Organistów przez Urząd - na zasadzie konkursu, jak na każde stanowisko urzędnicze. Każde miasto - w zależności od swojego statusu i możliwości finansowych - mogłoby stawiać własne warunki co do biegłości Kandydata i posiadanych kwalifikacji. Coś podobnego istnieje w niemieckich realiach. Jeżeli masz skończoną średnią szkołę muzyczną I stopnia (podstawową), możesz pracować w mniejszych ośrodkach - w naszych warunkach będzie to poziom gminy. Na stanowisko w miastach i powiatach - należy mieć ukończoną szkołę średnią bądź Studium Organistowskie. Natomiast w przypadku miast wojewódzkich czy katedr wymagamy już studiów wyższych kierunkowych. Oczywiście, jeżeli dana gmina miałaby aspirację na zatrudnienie osoby z większymi kompetencjami i potrafiła je odpowiednio wycenić - nie ma w tym nic złego.
Organista delegowany jest do pracy w parafii, a jego uposażenie płaci miasto/gmina/powiat. I stawia wymagania odnośnie pozaparafialnych obowiązków - prowadzenie chóru czy innych zespołów śpiewaczych, dla młodzieży i dorosłych. organizowanie życia kulturalnego w danym mieście etc. Docelowo - mając na danym obszarze specjalistów - można spokojnie urządzać miejskie, gminne, powiatowe czy wojewódzkie konkursy. Przynajmniej raz na kwartał mały koncert organowy w parafiach które mają instrument piszczałkowy. Oraz inne aktywności, za które będzie rozliczany, a w przypadku sukcesu - odpowiednio nagradzany. Taka osoba może również prowadzić orkiestrę dętą czy zespół muzyki dawnej, w zależności od możliwości i potrzeb danej społeczności.
Ktoś powie: to czysta demagogia, ponieważ miast na to nie stać i jest to kupowanie głosów przy pomocy Kościoła. To teraz spróbuję rozwiać te wątpliwości, co do kwestii finansowych. W Lublinie mamy 40 parafii i trochę kościołów rektoralnych. Powiedzmy, że liczba ta zamyka się w liczbie siedemdziesiąt. Czy zatrudnienie dodatkowych 70 pracowników to aż taki spory koszt dla miasta, które zatrudnia w samym Urzędzie Miasta ponad półtora tysiąca, a w podległych jednostkach - ponad piętnaście tysięcy? W pozostałych miastach naszego województwa liczby te są już mniejsze. W Zamościu będzie to 10 osób, podobna liczba będzie potrzebna w Chełmie, Biała Podlaska to już tylko siedem etatów do utworzenia, a pozostałe miasta na prawach powiatu to konieczność zatrudnienia od 3 do 5 osób. Czy to tak naprawdę aż tak dużo? A co do przychylności Kościoła? No cóż. Tu raczej można napotkać opór, ponieważ podniesienie poprzeczki w jakości muzyki we własnej będzie dla wielu Księży nie do przyjęcia. Po pierwsze: wielu Organistów będzie miało w końcu płacone pełne składki ubezpieczenia (co wciąż jest rzadkością). Po drugie - będą to ludzie znający swoją wartość, mający przygotowanie nie tylko techniczne do grania na Królu Instrumentów jakim są organy, ale również merytoryczne związane z przepisami liturgicznymi. A gdy w parafii obok znajdzie się ktoś "etatowy", który potrafi utrzymać odpowiedni poziom - wówczas ludzie mogą przestać przychodzić do danej świątyni, co bezpośrednio może przyczynić się na wpływy "z tacy". Więc raczej spodziewałbym się tutaj oporu i argumentów, iż "polityka próbuje rządzić w kościele".
O korzyściach takiego rozwiązania - czyli zaznajomienie ze Sztuką - nie można mówić w kategoriach kosztów a inwestycji. Wielowarstwowej.
Bo ktoś, kto choć raz "liznął Bacha" nie będzie zachwycał się utworkami śpiewanymi przez nadmiernie rozdmuchane gwiazdki jednego przeboju. Ani te, które od 50 lat śpiewają to samo, a co się zmienia to ilość pudru potrzebne do ukrycia lat i ilość odbytych operacji plastycznych, aby oszukać kalendarz. A zdrowa rywalizacja na deskach mniejszych lub większych scen dla Młodego Pokolenia może sprawić, iż tandeta i bylejakość nie będą miały już takiego audytorium.
Bo, żeby zaimponować takiemu "wykształconemu" odbiorcy już nie wystarczy pokazać pośladków, a potrafić śpiewać w tercji czy prawidłowo wykonać skoki undecymowe bez podjazdu. Czy też mieć większy ambitus niż cztery oktawy. Jeżeli zaś teraz aby zrozumieć ostatni akapit potrzebujesz przełączyć na inne okno i sprawdzić czym jest ów "ambitus" znaczy, że to co napisałem ma sens.
I na koniec: motłochem każdy może rządzić. Ale osoby mające świadomość swojej wartości na tanią kiełbasę się nie nabiorą. A im więcej nas będzie, tym dłużej Polacy jako Naród mają prawo przetrwać.